PAN MARCINKIEWICZ

Słowa - Szymon Rzytka

Był sobie pan Marcinkiewicz, co bardzo chciał zrobić karierę.
Wszystkiego już w życiu próbował, z wyjątkiem bycia premierem.

Więc raz spakował manatki, porzucił w Gorzowie fizykę
i ruszył do samej stolicy, by wziąć się za politykę.

Taki jak on to lekarzem powinien był się urodzić,
bo jego główną dewizą było "po pierwsze nie szkodzić".

Był wielką medialną gwiazdą, "Tony" się zwracał do Blaire'a,
ale pożytek był średni z Marcinkiewicza - premiera.

Że nie miał zbyt wielu osiągnięć, więc chwalił się byle sukcesem
gestem Marcinkiewicza - czyli trzykrotnym "yesem".

I można do Napoleona doszukać się tu paraleli:
Jak tamten na Świętej Helenie, tak ten spał na Izabeli.

A jeśli chcemy doczekać czasów dostatnich, królewskich,
to zamiast stu Marcinkiewiczów, daj Boże nam dwóch Paderewskich.